Już wcześniej udało się naukowcom potwierdzić u zwierząt, że stres przeżywany przez rodziców (a dokładniej matkę) może objawić się w DNA ich potomstwa, a aby zbadać czy podobne zjawisko występuje u ludzi wykorzystali oni naturalną katastrofę - wielką śnieżycę z 1998 roku (znaną jako North American Ice Storm of 1998).

Badania kobiet, które były w ciąży właśnie podczas tego kataklizmu, a następnie - po 13 latach - badanie ich dzieci wykazało bardzo poważne zmiany epigenetyczne, które pojawiły się w ich DNA. Dokładniej rzecz biorąc dotknęły one aż 957 genów związanych zwłaszcza z metabolizmem i odpowiedzią odpornościową organizmu.

Naukowcy z Uniwersytetu McGilla bezpośrednio zmierzyli związek pomiędzy obiektywnymi trudnościami jakie wynikły dla danej matki w związku z kataklizmem (uszkodzenie domu, ilość czasu bez prądu czy wody, powstałe obrażenia etc), a ilością zmian w metylacji genów u dzieci. I im bardziej burza śnieżna okazała się dla matki traumatyczna, tym większe zmiany pojawiły się w DNA dziecka.

Związane jest to z glukokortykoidami - hormonami stresu pojawiającymi się w organizmie matki, które potrafią przeniknąć przez łożysko i dostać się do ciała dziecka wpływając na jego rozwój (chodzić tu może o mózg, układ odpornościowy czy oś HPA, a więc odporność samego dziecka na stres).

Ma to sens z ewolucyjnego punktu widzenia - gdy pojawia się więcej stresu środowiskowego liczba mutacji się zwiększa, tym samym zwiększając szansę na lepsze dostosowanie się dziecka do nowych warunków, a zatem na przeżycie całego gatunku. Może to także wyjaśniać pewne "ewolucyjne eksplozje", które występowały w paru trudnych momentach historii Ziemi (na przykład gdy dochodziło do gwałtownego jej ocieplenia).

Źródło: PLOS ONE