Buzz Aldrin - amerykański inżynier, astronauta, drugi człowiek na Księżycu i wielki propagator podboju kosmosu, wspólnie z Florida Institute of Technology opracowuje plan aby na Marsie stworzyć stałą kolonię do roku 2039 - a więc 70. rocznicy lądowania Apollo 11 na powierzchni Srebrnego globu.

Pierwsze podpisy pod projektem zostały złożone w czwartek na uczelni znajdującej się zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od słynnego Centrum Kosmicznego imienia Johna F. Kennedy’ego na przylądku Canaveral. Aldrin, który ma już 85 lat, służyć ma tu jako jeden ze speców od aeronautyki (w tej dziedzinie posiada on doktorat zrobiony na MIT), ale także jako starszy doradca, jednak nie oszukujmy się - ma on głównie dawać projektowi swoją znaną twarz i nazwisko.

A duża siła przebicia będzie potrzebna aby gotowy plan "sprzedać" NASA i kongresowi, który budżet agencji kosmicznej zatwierdza. Już teraz NASA prowadzi prace nad załogową misją na Czerwoną planetę, ale Aldrin uważa, że stała baza jest konieczna porównując ją do pierwszych kolonii w Ameryce - koloniści parli przed siebie niewzruszeni i nikt nie czekał z wytęsknieniem na statek powrotny.

Nie znaczy to jednak, że podróż na Marsa ma być podróżą w jedną stronę - Aldrin z kolegami proponuje raczej służbę, która ma trwać 10 lat.

Czekamy zatem na dalsze szczegóły tego planu. W obliczu wchodzącego do kin Marsjanina ludzkość zaczyna ponownie wierzyć w to, że uda nam się przenieść poza Ziemię, a nie oszukujmy się - jeśli myślimy o przetrwaniu naszego gatunku w skali kosmicznej, nie chcemy być dłużej pyłkiem na wietrze, to po prostu musimy to zrobić.

Źródło: Guardian