Z falami grawitacyjnymi - a więc wywołanymi przez ruch masywnych obiektów zmarszczkami w czasoprzestrzeni, mamy taki problem, że choć o ich istnieniu wiemy już równo 100 lat - wtedy przewidział je Albert Einstein w swojej ogólnej teorii względności, to nadal nie udało nam się ich bezpośrednio zarejestrować, choć w otaczającym nas wszechświecie powinno być ich bardzo dużo. Ale jest światełko w tunelu.

Choć oficjalne wyniki nie zostały jeszcze opublikowane, to paru naukowców puściło w internecie parę z ust - Lawrence Krauss, kosmolog z Arizona State University podał na Twitterze informację, że otrzymał potwierdzenie krążącej w świecie naukowym od paru miesięcy plotki - udało się trafić na ślad fal grawitacyjnych, a dalej wyjaśnił, że dokonano tego w ramach eksperymentu LIGO (Advanced Laser Interferometer Gravitational-Wave Observatory).

Krauss otrzymać miał informację prosto od kolegów, którzy obecnie są w trakcie pisania artykułu przedstawiającego rewolucyjne wyniki - jeśli tylko dostaniemy oficjalne potwierdzenie to będzie to jedno z większych dokonań współczesnej fizyki - potwierdzi się kolejny z elementów einsteinowskiej ogólnej teorii względności. Dlatego też, wedłu Kraussa, pisanie tego artykułu zajmuje tak długo, wszyscy chcą być bowiem po stokroć pewni, że podają wyniki właściwe, aby nie było mowy o żadnej pomyłce.

Czekamy zatem na oficjalne potwierdzenie.