Każdej doby w ziemską atmosferę wchodzi około 90 ton kosmicznego gruzu. Zdecydowana większość z niego zanim dotrze do powierzchni ziemi, ulega całkowitemu spaleniu, często w postaci spektakularnych meteorów. Tylko te największe skały są w stanie dotrzeć do ziemi i one też stanowią najpoważniejszy problem.

NASA śledzi setki potencjalnie groźnych planetoid, ale tylko tych największych, które przekraczają 140 metrów średnicy i są je w stanie zaobserwować ziemskie teleskopy. Stanowi to zaledwie 10 procent wszystkich potencjalnie niebezpiecznych dla Ziemi ciał niebieskich. Reszta kosmicznego gruzu może wlatywać w atmosferę zupełnie niezauważona.

Tak też się stało 6 lutego o godzinie 19:55 czasu polskiego, gdy około 30 kilometrów nad wodami Oceanu Atlantyckiego, około 1000 kilometrów na wschód od wybrzeży Brazylii, eksplodował bolid o średnicy od 5 do 7 metrów. Wybuch był porównywalny z energią wyzwoloną przy detonacji 12 tysięcy ton trotylu.

Lokalizacja eksplozji bolidu nad wodami Atlantyku. Fot. Google Maps.

Naukowcy mówią o drugim meteorze czelabińskim, choć jego eksplozja była słabsza. Dla porównania bolid, który 3 lata temu wybuchł nad Uralem w Rosji miał średnicę 20 metrów, a energię jaką wyzwolił szacuje się na 500 tysięcy ton trotylu. Mimo to, gdyby znalazł się nad obszarem zabudowanym, mógłby poczynić spore szkody.

Fakt, że o incydencie nad powierzchnią południowego Atlantyku dowiedzieliśmy się z takim opóźnieniem jest wyjątkowo niepokojący. Aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby kilkumetrowa skała z prędkością 100 kilometrów na sekundę wbiła się w samolot lub statek wycieczkowy.

Kolejna groźna planetoida

Tymczasem zagrożeń nie brakuje, bo 8 marca o godzinie 1:06 blisko Ziemi, choć nie wiadomo jak bardzo blisko, przeleci planetoida o kryptonimie 2013 TX68. Ma ona średnicę co najmniej 30 metrów. Według jednych symulacji dosłownie otrze się o orbitę geostacjonarną, zaledwie 17 tysięcy kilometrów od powierzchni Ziemi.