Odkrywamy coraz więcej planet pozasłonecznych, także bardzo podobnych do naszej Ziemi, które tak bardzo nas fascynują, że marzy nam się podróż do nich i sprawdzenie, czy przypadkiem nie istnieją tak jakieś formy życia. Niestety, nasze emocje natychmiast są studzone świadomością, że w tej chwili dysponujemy tak wolnymi napędami statków kosmicznych, że wyprawa na najbliższą egzoplanetę trwałaby tysiące lat.

Jeśli oglądacie filmy sci-fi, to wiecie, że świat Hollywoodu wiele razy pokazywał nam, jak szybo możemy przemieszczać się po otchłani kosmosu z prędkościami WARP. Choć to tylko fikcja naukowa, to już wkrótce może się to zmienić, a to za sprawą bardzo ciekawej kampanii, która jeszcze w tym miesiącu znajdzie się na Kickstarterze.

Otóż szalony fizyk chce w jej ramach zbudować silnik... napędzany antymaterią. Brzmi niewyobrażalnie? Jak widać, niekoniecznie. Największa prędkość, z jaką przemieszczał się człowiek, to 40 tysięcy km/h. Takiego zaszczytu dostąpili astronauci z misji Apollo 10.

Tymczasem najszybsze urządzenie, które powstało przy pomocy ludzkich rąk, osiągnęło 65 tysięcy km/h. Była to badająca Plutona sonda New Horizons. Takie prędkości, chociaż na warunki ziemskie ogromne, w kosmosie są niczym, gdyż dotarcie choćby do Słońca zajęłoby aż 125 dni, a do najbliższego układu planetarnego ponad 100 tysięcy lat.

Gerald Jackson, były fizyk Fermilabu postanowił więc rozpocząć badania nad zbudowaniem silnika napędzanego antymaterią, który skróciłby takie podróże do zaledwie 10 lat. Temat budowy takiego napędu nie jest nowy, gdyż pojawił się ponad 10 lat temu, jednak fizykowi przez cały ten czas nie udało się namówić NASA na jego budowę.

Teraz naukowiec postanowił, że zwróci się o to do ludzi, za pomocą Kickstartera. Jackson chcę zebrać w sumie 200 tysięcy dolarów, chociaż taka kwota to zaledwie wierzchołek góry lodowej.

Jako że antymateria to układ antycząstek, czyli cząstek elementarnych podobnych do występujących w zwykłej materii, ale o przeciwnym znaku ładunku elektrycznego i wszystkich addytywnych liczbach kwantowych, to w momencie kontaktu antymaterii ze zwykłą materią, obie ulegają anihilacji, czego skutkiem jest wytworzenie gigantycznych ilości energii.

Aby w ogóle można były napędzać taki silnik, potrzebna jest produkcja cząstek antymaterii. Niestety, wytwarzanie nawet śladowych ilości antymaterii, poprzez zderzanie cząstek rozpędzonych w akceleratorach, jest niezwykle kosztowne i zwyczajnie nieopłacalne. Uzyskanie tylko 1 grama antymaterii, przy użyciu dostępnych na świecie akceleratorów, kosztowałoby co najmniej 100 miliardów dolarów.

Jackson obliczył, że silnik zasilany antymaterią potrzebowałby 17 gramów antywodoru, aby pozwolić na podróż do najbliższej nam gwiazdy, tak więc widzimy, że koszty byłyby kosmiczne. Ale to nie przeraża naukowca, chce on bowiem za kwotę 200 tysięcy dolarów zainicjować badania, które kiedyś zaowocują budową takiego niesamowitego napędu, w końcu też nie od razu Rzym zbudowano.

Sprawa jest warta świeczki, gdyż dzięki takiemu silnikowi moglibyśmy uzyskać aż 40 procent prędkości światła, czyli około 120 tysięcy kilometrów na sekundę. Jeśli Jacksonowi uda się zebrać pierwszą kwotę, a na pewno się uda, to będziemy mogli mówić o poczynieniu pierwszego kroku ku naprawdę pięknie zapowiadającej się przyszłości podróży kosmicznych.