Cztery lata temu dostaliśmy zielone światło dla dołączenia do ESA, a dwa lata później zawiązano Polską Agencję Kosmiczną POLSA. I choć był to wówczas raczej powód do żartów to okazuje się, że nasze władze nie żartowały - Ministerstwo Rozwoju ogłosiło właśnie polską strategię kosmiczną.

Plan ten, który rozpisany został na kilkanaście najbliższych lat wydaje się być dość realistyczny - nie zakłada on od razu załogowych lotów na Marsa, lecz raczej politykę małych kroków - najpierw stworzenie infrastruktury i bazy zasobów do przetwarzania satelitarnych danych, następnie budowę własnych satelitów (w pierwszej kolejności najtańszych, najbardziej wydajnych ekonomicznie nanosatelitów) i dopiero później budowę dalszych, bardziej zaawansowanych systemów i technologii (początkowo większych satelitów we współpracy z innymi krajami, między innymi w ramach ESA, a później infrastruktury naziemnej, systemów mechanicznych ,elektronicznych, optycznych, robotyki), a to wszystko doprowadzić ma do finalnego celu jakim jest budowa właściwego przemysłu kosmicznego z całym zapleczem naukowym i biznesowym.

Gra jest z całą pewnością warta świeczki, bo w przemyśle kosmicznym są do zdobycia gigantyczne pieniądze, a opracowane tam technologie najczęściej podbijają później rynek cywilny. A wraz z powolnym opuszczaniem orbity i przenoszeniem się w dalsze obszary kosmosu opłacalność będzie rosła - prawdziwym przełomem może być tu rozpoczęcie ery kosmicznego górnictwa na planetoidach, co wcale nie wydaje się być aż tak odległą wizją.

Dobrze by zatem było, gdyby Polska mogła być częścią tej rewolucji.

Źródło: Ministerstwo Rozwoju [PDF], Zdj.: PD