Kim Dzong Un uparcie dąży do atomowej konfrontacji ze Stanami Zjednoczonymi. Takie plany ujawnił właśnie Thae Jong-ho, były północnokoreański dyplomata, który uciekł z żoną i dziećmi do Korei Południowej.

"Kim postawił sobie za cel rozwój zminiaturyzowanej broni jądrowej, która może być umieszczona na pocisku, będącym w stanie dosięgnąć USA, pod koniec 2017 roku lub na początku 2018 roku" - powiedział Thae.

"Wybór tych dat nie jest przypadkowy, gdyż Pjongjang bierze pod uwagę polityczne zmiany czekające Koreę Południową i Stany Zjednoczone. To, czy Korea Północna przetestuje pocisk ICBM w tym roku oraz czy zakończy się to sukcesem, będzie zależało od odpowiedzi Seulu i Waszyngtonu na tę kwestię" - dodał Thae.

Wielkie plany nieustraszonego wodza Korei Północnej potwierdzają również słowa jego orędzia noworocznego. Kim mówi w nim, że jego kraj jest o krok od przeprowadzenia udanych testów z międzykontynentalnym pociskiem balistycznym o nazwie KN-08.

datafef-cables-newfef Korea Północna dumnie prezentuje swoje rakiety. Fot. NKNews.

Ma on być odpalany z mobilnej wyrzutni, dysponować zasięgiem nawet 13 tysięcy kilometrów, czyli sięgać terytorium USA, oraz być zdolnym do przenoszenia ładunków jądrowych.

Przypomnijmy, że Korea Północna przeprowadziła w ostatnich latach trzy próby jądrowe i kontynuowała próbne starty rakiet balistycznych. Międzynarodowi eksperci donoszą, że słowa Kima nie są wyssane z palca.

Z obserwacji wywiadu bowiem wynika jasno, że państwo okiełzna tę technologię w przeciągu 2-3 lat. Dlaczego Stany Zjednoczone mając taką wiedzę i widząc zagrożenie nie tylko dla siebie, ale np. Japonii, od wielu lat nic w tym temacie nie robią?