Elon Musk, szef prężnie rozwijającej się w przemyśle kosmicznym firmy SpaceX, podczas występu w programie telewizyjnym Late Show with Stephen Colbert zdradził, że ma dwa dość radykalne pomysły jak uczynić Marsa zdatnym do zamieszkania przez ludzi.

Jednym z nich jest zrzucenie na marsjańskie bieguny wielu bomb wodorowych. Ten pomysł natychmiast odbił się szerokim echem w świecie mediów i globalnej sieci. Wszyscy zainteresowani terraformingiem Czerwonej Planety chcieli poznać więcej szczegółów dotyczących tego przedsięwzięcia.

Elon Musk, w trakcie zorganizowanej przez SolarCity konferencji wyjaśnił swoją ciekawą wizję. Otóż bomby jądrowe miałyby być zrzucane co kilka sekund na oba bieguny planety, co miałoby symulować efekt oddziaływania promieni słonecznych.

12049447_10156070075680285_114347747464803754_n Scena z filmu Marsjanin w reżyserii Ridleya Scotta. Fot. 20th Century Fox.

W trakcie akcji powstałaby energia cieplna, która ogrzewałaby lód. Topiące się pokłady zamrożonej wody uwalniałyby dwutlenek węgla, a on emitowany do atmosfery pochłaniałby ciepło, co pozwoliłoby ogrzać całą planetę. Innymi słowy, Musk chciałby wywołać sztuczny efekt cieplarniany.

Taki plan może się udać, gdyż ludzkość w tym temacie ma spore doświadczenie. Każdego dnia dokładamy przecież swoją cegiełkę do postępowania globalnego ocieplenia na Ziemi. Szef SpaceX, SolarCity i Tesla zapytany o to, czy taki plan jest w ogóle wykonalny, odparł "och, to przecież drobnostka".

Ma rację, teraz to może wydawać się pieśnią przyszłości, jednak gdy ludzkość stanie przed wizją nadchodzącej katastrofy, nawet niebotyczne koszty czy ograniczenia technologiczne nie będą miały żadnego znaczenia.

mars_rover_by_florent_lebrun Wizja artystyczna ludzi i kolonii na Marsie. Fot. NASA

Ale nie tylko Musk ma plany zmiany Czerwonej w Błękitną Planetę. NASA w trakcie konferencji Planetary Science Vision 2050 Workshop przedstawiła swoja wizję realizacji takiego karkołomnego przedsięwzięcia.

Naukowcy proponują m.in stworzenie sztucznego pola magnetycznego wokół Marsa. Jako że planeta ta ma szczątkową atmosferę i posiada magnetosfery, na jej powierzchni nie może przetrwać znane nam życie. Dzieje się tak dlatego, że panują tam zbyt skrajne temperatury i duże promieniowanie. Można byłoby to jednak odmienić, stwarzając wokół planety sztuczne pole magnetyczne.

Wówczas Mars byłby chroniony przed groźnym dla życia promieniowaniem kosmicznym i wiatrem słonecznym, a powoli formująca się atmosfera, mogłaby ogrzać powierzchnię do tego stopnia, że dwutlenek węgla zgromadzony w lodzie na biegunach zacznie sublimować, co ostatecznie wzmożony postępowanie efektu cieplarnianego powodującego globalne ocieplenie.

rer4nt-148rer5-capture Wytworzenie sztucznego pola magnetycznego dla Marsa. Fot. NASA.

Gdy będzie jeszcze cieplej, podpowierzchniowe pokłady lodu zaczną się topić, a powierzchnia zapełni się rzekami, jeziorami, a nawet morzami. Tarcza magnetyczna zbudowana przez ludzkość zostanie umieszczona na stabilnej orbicie "L1" między Marsem, a Słońcem. Od tej pory planeta znajdzie schronienie w magnetycznym ogonie, który nie będzie przepuszczał większości cząsteczek wyrzucanych z naszej gwiazdy.

Chociaż te wizje wyglądają jak rodem z filmów sci-fi, to jednak jeśli nie będziemy robili niczego w kierunku stworzenia sobie drugiej, zapasowej Ziemi, to może być z naszą cywilizacją naprawdę krucho, bo obecne nasze imperialistyczne działania nieubłaganie prowadzą do zmiany Ziemi w jałowego Marsa.

Źródło: PopularMechanics / Fot. NASA/20th Century Fox