Poszukiwanie obcych form życia w kosmosie nie jest łatwym zadaniem. W trakcie misji kosmicznych, astrobiolodzy bazują głównie na instrumentach pomiarowych znajdujących się na pokładach sond kosmicznych, próbników czy łazików. Jednak nie są one wystarczające i istnieje potrzeba dopracowania tego systemu, abyśmy nie pominęli jakiegoś ważnego śladu.

Jako że dotychczas poszukiwaliśmy w kosmosie przede wszystkim śladów biologicznego życia, które podobne jest do naszego, teraz musi się to zmienić. W nowych, planowanych misjach na Europę czy Enceladusa, czyli księżyce Jowisza i Saturna, na pokładach sond musi znaleźć się o wiele dokładniejszy sprzęt, ponieważ na tych obiektach mogą kryć się obce formy życia.

Nasze obecne instrumenty mogą tam okazać się tak naprawdę bezużyteczne, a misje warte setki miliony dolarów mogą zakończyć się jedną wielką porażką.

Naukowcy z NASA zaprezentowali na Konferencji Naukowej Astrobiologii w Mesa opracowaną przez siebie nową metodę pomiaru złożoności cząsteczek, poprzez obliczanie liczby unikalnych kroków. Polega ona m.in. na dodawaniu grup atomów, takich jak hydroksyl lub benzen.

epewewesource_rrsb245e Lepsze systemy wykrywania życia od NASA. Fot. Science/Twitter.

Aby cały system był jak najbardziej precyzyjny, uznano, że, każda badana struktura wymagająca więcej niż 15 etapów jest wystarczająco złożona, aby mieć biologiczne pochodzenie.

Nowe detektory oparte na tej metodzie, będą więc o wiele bardziej zaawansowane i jeszcze z większą precyzją będą mogły wykrywać ślady życia oparte na węglu, które tak bardzo w końcu chcemy odkryć.

NASA planuje, że pod koniec lat 20., wraz z misją Europa Clipper, rozpocznie się nowa era poszukiwań życia w naszym Układzie Słonecznym. Przypomnijmy, że najnowsze dane uzyskane przez sondę Cassini wskazują, że na Enceladusie, księżycu Saturna, mogą znajdować się proste formy życia, podobne do tych, które egzystują głęboko w oceanach na naszej planecie (zobaczcie tutaj).

Źródło: EarthChronicles / Fot. NASA