Ostatnie głośne strajki taksówkarzy, wymierzone w Ubera, sparaliżowały największe miasta Polski, ze stolicą na czele, i zamiast podciąć mu skrzydła, ostatecznie sprawiły, że to właśnie amerykańska firma najwięcej na tym zyskała i powiększyła grono swoich wiernych klientów.

O co w ogóle chodzi z tym Uberem? Jak nie wiadomo o co, to jak zwykle chodzi o kasę. W przypadku Ubera, taksówkarze nie mogą pogodzić się z faktem, że kierowcy tej firmy zarabiają od nich nie tylko więcej, ale nie muszą przechodzić specjalnych badań lekarskich, starać się o licencję, a firma nie płaci w Polsce podatków.

Taksiarze chcą, aby rząd zabronił Uberowi działalności w Polsce, podobnie, jak stało się to w wielu miastach/krajach na całym świecie. Mateusz Morawiecki, wicepremier i minister finansów zapowiedział, że zalegalizuje Ubera w naszym kraju, ale jednocześnie go opodatkuje, aby skarb państwa na tym zarabiał i zapanowała sprawiedliwość względem taksówkarzy z korporacji.

"Po pierwsze, kto płaci tu podatki? Taksówkarze płacą tu podatki, a Uber nie płaci tutaj podatków, ponieważ jest na prawie holenderskim i tak sobie skonstruował swoją kanapkę holendersko-irlandzką, schemat prawniczy, że zasadniczo nie płaci tu podatków. I nam się to nie podoba" – powiedział Morawiecki.

Morawiecki nie ma zamiaru blokować takiej formy transportu miejskiego, ponieważ współdzielenie samochodu i wspólne przejazdy są przyszłością, a jemu podoba się taka idea. Oczywiście jest również za tym, aby Uber spełniał dodatkowe wymogi takie jak: sprawdzanie czy kierowca nie był karany, nie jest chory psychicznie i pomyślnie przeszedł testy zdrowotne.

"My dzisiaj pracujemy z panem ministrem Adamczykiem (Andrzejem, ministrem infrastruktury i budownictwa), żeby znaleźć jakiś złoty środek. Po pierwsze chciałbym, żeby i jedni i drudzy płacili podatki w podobny sposób tutaj w Polsce" – wyjaśnił Morawiecki.

Pogodzenie nowoczesnego i unikalnego systemu Ubera z tradycyjnym i utartym przez taksówkarzy, jest wspaniałym pomysłem, ale niezwykle trudnym do realizacji. Prawdopodobnie, gdy Ministerstwu Finansów uda się opracować jakąś spójną koncepcję, tak czy inaczej odbije się ona na cenach przejazdu Uberem, a docelowo stracą jego klienci, czyli my.

Trzymajmy kciuki za Morawieckiego i jego ludzi, żeby wypracowali konsensus, z którego wszyscy będą zadowoleni, co zakończy niepotrzebne podziały, strajki i głupie ataki na kierowców Ubera, którzy chcą jakoś zarobić na chleb.

Źródło: Uber/PAP / Fot. Uber/Twitter