Lord Acton stwierdził niegdyś, że władza deprawuje, a kanadyjscy neurolodzy byli ostatnio w stanie namierzyć, czemu tak się dzieje wskazując, jakie dokładnie zmiany w mózgu ona wywołuje.

Podczas wcześniejszych badań behawioralnych zauważono, że władza prowadzi do pewnego braku empatii - ludzie, którzy ją posiedli nie są w stanie spojrzeć na siebie z zewnątrz, zawsze widzą świat ze swojej perspektywy.

Za empatię odpowiada mający w miejsce w naszym mózgu mechanizm zwany odzwierciedleniem (mirroring), który dzieje się w całkowicie od nas niezależny sposób. Gdy widzimy, jak ktoś wykonuje daną czynność to obszar mózgu odpowiedzialny za tę właśnie czynność aktywuje się także u nas.

Kanadyjscy naukowcy postanowili sprawdzić czy władza wpływa na niego najpierw dzieląc studentów na dwie grupy i jednej z nich dając władzę, a właściwie jedynie jej wspomnienie - przed eksperymentem mieli oni sobie przywołać wspomnienie, gdy czuli pełną kontrolę.

I faktycznie okazało się, że nawet tak niewielka "władza" jest w stanie wpłynąć na wynik badania - reakcja odzwierciedlenia słabsza była u osób, którym zaledwie przypomniano uczucie władzy. Co zatem dzieje się w mózgach osób, które mają ją przez długi czas? Dla nas jeszcze ważniejsze pozostaje pytanie (i odpowiedź na nie) - co zrobić, by sprowadzić ludzi u władzy (i nie chodzi tu tylko o polityków, lecz także osoby zarządzające wielkimi korporacjami) z powrotem "na ziemię"?

Źródło: The Atlantic, Zdj.: CC0