Ostatnie kilka dni okazały się niezwykle burzliwe w świecie polskiej polityki. Tym razem tematem numer jeden we wszystkich mediach stały się zmiany wprowadzone przez Prawo i Sprawiedliwość do ustawy o ustroju sądów powszechnych.

Gdy wszyscy byli skupieni na liczeniu śmiesznie małej grupki ludzi z opozycji protestujących w weekend przy Sejmie, w myśl nowelizacji ustawy zostały przyznane Zbigniewowi Ziobro, Ministrowi Sprawiedliwości, prawa do przenoszenia na skarb państwa autorskich praw majątkowych do systemów informatycznych wykorzystywanych przez sądy, prokuratury i komorników.

Ustawa przeszła już przez Senat bez żadnych poprawek i obecnie czeka na podpis prezydenta, ale nie spodziewajmy się w tym przypadku jego weta. Jeśli przejdzie ona cały proces legislacyjny, a na co się zanosi, minister sprawiedliwości będzie mógł wywłaszczyć dowolną firmę informatyczną, która sprzedała swoje oprogramowanie do sądów czy prokuratur.

Rzeczony przepis, który dawać może takie prawo, brzmi następująco:

"§ 1. Minister Sprawiedliwości może, w drodze decyzji, przyznać Skarbowi Państwa uprawnienia wynikające z autorskich praw majątkowych do programu komputerowego obsługującego sądowe systemy informatyczne, zwanego dalej „programem komputerowym”, w zakresie niezbędnym do wykonywania zadań sądów.".

Przepis określający sytuację, w której może dochodzić do wywłaszczenia pojawił się tutaj:

"§ 2. Decyzja, o której mowa w § 1, może zostać wydana, jeżeli zagrożona jest sprawność działania lub ciągłość funkcjonowania programu komputerowego lub systemu teleinformatycznego wykorzystującego program komputerowy, lub jeżeli zapewnienia ich sprawności działania lub ciągłości funkcjonowania wymaga ważny interes państwa lub dobro wymiaru sprawiedliwości, a porozumienie w tym zakresie z osobą, której przysługują autorskie prawa majątkowe do programu komputerowego, napotyka przeszkody".

deveeweweloperewewe PiS chce lepiej chronić instytucje publiczne. Fot. Pixabay.

Przede wszystkim chodzi tutaj o firmy przygotowujące specjalistyczne aplikacje, a dotyczy to takich gigantów jak niemiecki SAP czy amerykański Microsoft, których oprogramowania wykorzystywane są w urzędach.

Chociaż to wszystko brzmi groźnie, tak naprawdę ta informacja bardzo cieszy z punktu widzenia lepszego zabezpieczenia instytucji państwowych przed monopolistami takimi jak np. Microsoft, który przecież układał się ze służbami wywiadowczymi i stosował w swoim oprogramowaniu luki, które umożliwiały rządowym hakerom na inwigilowanie działalności każdej kluczowej działalności ich użytkowników, w tym przypadku byłyby to urzędy i dostęp do bardzo ważnych i poufnych informacji.

Dlatego nie dziwi fakt, że PiS chce mieć prawo wglądu, sprawdzenia i modyfikacji dostarczonego przez te firmy oprogramowania, aby zadbać o bezpieczeństwo kluczowych kwestii w prawidłowym funkcjonowaniu państwa i ochronić obywateli przed cyberzagrożeniami pochodzącymi z globalnej sieci.

Faktu bezpieczeństwa państwa nie powinniśmy bagatelizować, co w piękny sposób pokazały wypływające afery związane z amerykańską NSA. Teraz, gdy globalną siecią miotają afery związane z siejącymi potworne spustoszenie kodami typu WannaCry czy Petya, lepiej dmuchać na zimne i jak to tylko możliwe, lepiej się zabezpieczyć przed aplikacyjną katastrofą, która można doprowadzić do paraliżu całego państwa.

Źródło: Puls Biznesu / Fot. Pixabay