Komputery i elektronika stoją za większością uzbrojenia, tego konwencjonalnego i nie tylko. A jak twierdzi specjalistka od broni jądrowej Beyza Unal z think tanku Chatham House, obecnie istnieje ogromne ryzyko, że hakerzy złamią zabezpieczenia właśnie broni opartej na atomie.

Hakerzy, zdaniem Unal, mogą doprowadzić do atomowego piekła nie tylko bezpośrednio odpalając pociski z głowicami jądrowymi - równie dobrze mogą oni oszukać systemy informujące o takim zagrożeniu, tak że na przykład wojskowi jednego kraju będą przekonani o tym, że w ich kierunku lecą rakiety wywołując w ten sposób już prawdziwy atak odwetowy.

Według Unal, tak naprawdę nie wiadomo czy już dziś nie ma dziur w systemach atomowych na całym świecie - sprawdzić jest to bardzo trudno, bo zasadniczo nie używa się ich, wobec czego takie słabe punkty mogą istnieć, ale są one "uśpione", czekając tylko na odpowiedni moment.

Obecnie ryzyko takiego zdarzenia rośnie głównie za sprawą jednego, bardzo nieprzewidywalnego gracza, jakim jest Korea Północna, która ma już w swoim posiadaniu broń atomową i wykorzystuje ją do propagandowej walki ze Stanami Zjednoczonymi i sąsiadami z południa.

Przez to wszystko wiele systemów atomowych pozostaje w dużym stopniu analogowych, jednak przed komputerami nie da się wiecznie uciekać, a jak pokazuje przykład robaka Stuxnet sprzed paru lat, atakować można także cywilne programy jądrowe.

Źródło: Wired, Zdj.: CC0