Internet od zawsze był przyczółkiem nieskrępowanej wolności ze wszystkimi jej plusami i minusami, era ta jednak może dobiec końca, przynajmniej za oceanem. Amerykańska Federalna Komisja Łączności (FCC) zapowiedziała właśnie, że zamierza porzucić nienaruszalną zasadę neutralności sieci.

Neutralność sieci polega na tym, że dostawcy internetu (ISP) nie mogą w ingerować w dostęp do poszczególnych treści w internecie. Jednak wybrany na stanowisko szefa Federalnej Komisji Łączności przez Donalda Trumpa Ajit Pai ma zamiar z tą zasadą zerwać, a prace nad tym mają ruszyć w tempie ekspresowym, jeszcze w tym tygodniu.

Oznacza to, że ISP będą mogli blokować niektóre treści, żądając za nie na przykład dodatkowej dopłaty, mogą też wymuszać od firm, by te płaciły dodatkowo za umożliwienie szybszego dostępu do danej strony czy usługi (co może być najbardziej bolesne w przypadku usług strumieniowania takich jak Netflix).

Sytuacja taka oczywiście byłaby korzystna dla samych dostawców internetu - Pai w tej sprawie mówi niemal jednym głosem z lobbystami z tej strony barykady - a niekorzystna dla wszystkich pozostałych zainteresowanych: użytkowników sieci jak i wszystkich firm na sieci bazujących - zarówno tych wielkich jak i najmniejszych, dopiero startujących.

Z jednej strony możemy zauważyć, że mamy szczęście, bo Unia Europejska neutralność sieci chroni, z drugiej powinniśmy wspierać Amerykanów, bo to oni nadają kształt całej sieci i to co dzieje się po tamtej stronie "wielkiej kałuży" nie pozostanie bez echa nawet u nas.

Źródło: NY Times, Zdj.: CC0