Parę dni temu wspominaliśmy o Mike'u Hughesie, który miał plan wystrzelić się w powietrze na pokładzie zbudowanej w garażu rakiety, jednak do "eksperymentu" nie doszło, bo Hughes nie dostał pozwolenia na lot od Federalnej Administracji Lotnictwa (FAA). Ale nie zamierza on porzucać marzeń o dowiedzeniu nam wszystkim, że ma rację, a Ziemia jest płaskim "naleśnikiem".

Zamiast na publicznym gruncie Hughes swój test przeprowadzić ma na kawałku prywatnego gruntu na pustyni Mojave, parę kilometrów od pierwotnie wybranego miejsca startu, gdzie nie jest konieczne uzyskanie zgody federalnej agencji.

A administracyjna zgoda nie jest jedyną przeszkodą na jego drodze - dodatkowo w przyczepie kempingowej, która służy za platformę startową dla napędzanej parą rakiety zepsuł się silnik, no ale cóż - podobne awarie zdarzają się także NASA czy SpaceX.

W ramach pierwszego lotu, który ma się odbyć na dniach, Hughes chce wzbić się kilkaset metrów nad Ziemię. Ma to być pierwszy krok dla programu kosmicznego płaskiej Ziemi - finalnie chce on wzbić się na tyle wysoko, by móc zdobyć niezbite dowody na to, że żyjemy na unoszącym się w przestrzeni dysku.

Źródło: Science Alert, Zdj.: CC0