Można śmiało rzec, że naukowcy z NASA dokonali cudu. Agencja właśnie poinformowała, że udało się pomyślnie odpalić silniczki manewrujące w słynnej sondzie Voyager-1, które ostatni raz pracowały 37 lat temu!

Sonda od 40 lat przemierza otchłań kosmosu i dostarcza nam bardzo cennych informacji o otaczającej nas przestrzeni. W tej chwili znajduje się aż 13 miliardów kilometrów od Ziemi.

Karkołomne zdanie udało się przeprowadzić bez żadnych problemów, ale naukowcy bali się, że odniosą porażkę, bo przecież to tak, jakby po 37 latach próbować odpalić silnik w nieużywanym samochodzie.

Naukowcy najpierw wysłali komendę do sondy, a dopiero po 19 godzinach i 35 minutach dowiedzieli się, że manewr przebiegł pomyślnie, gdyż tyle właśnie potrzebował sygnał, poruszający się z prędkością światła, aby dotrzeć do sondy i wrócić na Ziemię. Nawiązanie połączenia z Voyagerem-1 było możliwe dzięki systemowi anten Deep Space Network, które znajdują się na pustyni Mojave w Kalifornii.

stsci-h-p1701b-mewee Najbliższe cele misji sondy Voyager-1 i Voyager-2. Fot. NASA.

Sonda utrzymuje kontakt radiowy z NASA dzięki niewielkim silnikom. Emitują one mikropulsy, trwające zaledwie po kilka milisekund, przez co Voyager ustawia anteny w kierunku naszej planety. Jednak od 2014 roku silniki ulegają destrukcji, a nie ma ich jak naprawić.

Dlatego naukowcy postanowili sprawdzić, czy można wykorzystać cztery silniczki zapasowe. Teraz wiemy już, że są sprawne i pozwolą na kolejne lata utrzymywania kontaktu z sondą.

Astronomowie chcą teraz sprawdzić, czy podobne efekt można uzyskać w przypadku sondy Voyager-2, która ma wylecieć poza Układ Słoneczny w ciągu kilku lat.

Źródło: NASA / Fot. NASA