Za miesiąc minie 7. rocznica największej katastrofy jądrowej w XXI wieku, która miała miejsce w okolicach miasta Fukushima w Japonii, a była następstwem trzęsienia ziemi i potężnych fal tsunami. Od tego tragicznego wydarzenia sytuacja w elektrowni jądrowej Fukushima-1 jest stale monitorowana przez specjalistów z firmy Tokyo Electric Power Company (TEPCO), czyli właściciela obiektu.

Niestety, z każdym miesiącem prac likwidacyjnych, sytuacja pogarsza się, a bezpieczeństwo mieszkańców Japonii i całego świata stoi pod coraz większym znakiem zapytania, ze względu na wycieki radioaktywne do wód Oceanu Spokojnego.

Toshiba zaprezentowała w grudniu nowego robota, którego zadaniem miała być penetracja zgliszczy reaktora nr 2, aby ocenić poziom promieniowania. Według najnowszych doniesień TEPCO, okazuje się, że robot zanotował 8 Siwertów na godzinę w zgliszczach reaktora i aż 42 Siwerty na godzinę w jego otoczeniu. Trzeba tutaj zaznaczyć, że dawka 1 Siwerta może doprowadzić do wystąpienia choroby popromiennej, natomiast przyjęcie od 4 do 8 Sv na raz może okazać się zabójcze dla człowieka.

Dużo wyższy poziom promieniowania odnotowany poza reaktorem oznacza, że o ile stosowane przez Japończyków metody chłodzenia zgliszczy samego reaktora są skuteczne, to całego otoczenia już nie. Pokazuje to, jak tragiczna sytuacja panuje w elektrowni jądrowej Fukushima-1, tyle lat po katastrofie. Inżynierowie z TEPCO cały czas obawiają się, że w każdej chwili może dojść do niekontrolowanego wycieku radioaktywnego do wód Oceanu Spokojnego.

Japończycy nie kryją, że usuwanie skutków tej katastrofy w elektrowni ich po prostu przerasta. Wielokrotnie stwierdzili nawet, że świat nie dysponuje odpowiednimi technologiami, które pozwalają opanować sytuację. Najnowsze doniesienia dobitnie to potwierdzają.

Film wykonany przez robota z wnętrza rektora elektrowni Fukushima-1.

Pomimo faktu, że usuwanie paliwa jądrowego rozpocznie się na poważnie dopiero na początku lat 20., potrwa przynajmniej 20-30 lat i będzie kosztowało dziesiątki miliardów dolarów, to jednak rząd Kraju Kwitnącej Wiśni oświadczył kilka miesięcy temu, że zamierza powrócić do ponownego wykorzystywania na masową skalę tego typu technologii produkcji energii.

Przypomnijmy, że w 2011 roku w tym kraju wyłączono wszystkie siłownie i od 6 lat energia produkowana jest tylko i wyłączenie z wykorzystania paliw kopalnych, w tym przede wszystkim węgla, który jest importowany z różnych części świata.

Władze nie mogą jednak pozwolić sobie na taką nieekologiczną przyszłość i chce jak najszybciej powrócić do atomu. W tej chwili na terenie kraju włączono już 5 z 50 elektrowni jądrowych. Przez ostatnich kilka lat wszystkie obiekty jądrowe były modernizowane, aby mogły spełniać nowe, rygorystyczne przepisy.

Rząd i korporacje nadzorujące elektrownie jądrowe oświadczyły, że obiekty te są w pełni bezpiecznie i w przyszłości o wystąpieniu podobnej katastrofy nie ma już mowy. Z założeń nowej polityki energetycznej Ministerstwa Energii, Przemysłu i Technologii (METI) wynika, że za kilkanaście lat Japonia z atomu ma produkować niewiele mniej energii niż przed trzęsieniem. Rząd planuje do 2030 roku zmniejszyć o 26 procent emisję CO2 w stosunku do dość wysokiego poziomu z roku 2013.

Źródło: GeekWeek.pl/NHK / Fot. PxHere