Internet
Google celowo spowalnia YouTube na konkurencyjnych przeglądarkach

Google nie ma ostatnio szczęścia i po tym jak amerykański gigant technologiczny został ukarany potężną rekordową grzywnę przez Komisję Europejską, nad firmą zbierają się kolejne ciemne chmury.

Tym razem sprawa dotyczy przeglądarek, ponieważ jak twierdzi przedstawiciel Mozilli, czyli jednego z największych konkurentów Google w tym segmencie, po tym jak wprowadzono nową odświeżoną wersję YouTube’a, serwis ten ładuje się wyraźnie wolniej na ich Firefoxie i Edge od Microsoft niż na Chrome. Nie wynika to jednak z faktu, że przeglądarka Google jest bardziej zaawansowana czy po prostu szybka, ale jest to konsekwencja zmian zastosowanych w architekturze.

YouTube wczytywać ma się nawet 5x wolniej na Firefox i Edge niż na Chrome ze względu na  wykorzystanie biblioteki Polymer opierającej się na przestarzałym API Shadow DOM v0, które zaimplementowano jedynie w przeglądarce Google. Właściciele największego serwisu wideo na świecie mogli pozostać na konkurencyjnych przeglądarkach przy poprzedniej wersji YouTube’a, ale nie zrobili tego, faworyzując tych samym własną przeglądarkę.

Na szczęście, jeśli chcemy korzystać z szybszego YouTube’a, nie jesteśmy skazani na Chrome i Chris Peterson z Mozilli podpowiedział jak poradzić sobie z tym problemem na Firefoxie i Edge. W tym pierwszym wypadku musimy zainstalować rozszerzenie YouTube Classic, w drugim zaś dodatek Tampermonkey - w obu przypadkach YouTube przywrócony zostanie do poprzedniej wersji.

W maju dowiedzieliśmy się, że YouTube posiada już 1,8 mld zarejestrowanych użytkowników oglądających wideo w serwisie każdego miesiąca, a z każdą minutą przybywa 400 godzin materiałów, więc wydajność jest niezwykle istotną kwestią w przypadku takiego molocha. Chrome z kolei jest najpopularniejszą przeglądarką na rynku (korzysta z niej 59% internautów), co jednak wynikać może po części z monopolistycznych praktyk producenta (choćby w zakresie Androida).

Jak na razie Google nie odniosło się jeszcze do tych zarzutów, ale trzeba przyznać, że koncern często w ostatnim czasie oskarżany jest o antykonkurencyjne praktyki, za które ostatnio mocno oberwał po rękach. Najwyższy więc czas zrewidować swoje postępowanie, ponieważ podążanie dalej w tym kierunku skończyć może się dla Google kolejnymi wysokimi karami oraz utratą zaufania ze strony użytkowników, co może być nawet boleśniejsze w skutkach niż wysokie grzywny.

Źródło: GeekWeek.pl/Twitter: Chris Peterson