Motoryzacja
Już wiemy, jak będzie wyglądać pierwszy polski samochód elektryczny

Pamiętacie jeszcze w ogóle rządowe ogłoszenia dotyczące budowy polskiego samochodu elektrycznego? Pewnie nie i nic dziwnego, bo w temacie przez długi czas panowała cisza, ale teraz okazuje się, że pomysł jeszcze nie upadł.

Co więcej, prezes odpowiadającej za niego spółki ElectroMobility Poland ma naprawdę ambitne plany, którymi właśnie podzielił się z portalem WysokieNapiecie.pl. Przypominamy, że pomysł stworzenia polskiego samochodu elektrycznego narodził się w 2016 roku, kiedy to nasz rząd postanowił, że Polska może zaistnieć w Europie za sprawą motoryzacji. A że branża elektrycznych aut jest wciąż w powijakach, to zdecydowanie łatwiej próbować sił tutaj niż w segmencie tradycyjnych samochodów.

Dowiedzieliśmy się wtedy, że auto nie będzie kosztować więcej niż 70 000 PLN, a za jego produkcję odpowiadać będą... cztery państwowe koncerny energetyczne, które nie planowały nawet wejścia do branży motoryzacyjnej. A kiedy do tego wszystkiego doszedł jeszcze konkurs na projekt samochodu, w którym mógł wystartować każdy z nas, to pomysł przestał wydawać się poważną inwestycją i skutecznie ostudził zapał wszystkich potencjalnie nim zainteresowanych.

Tak czy inaczej, spółka ElectroMobility Poland przełknęła tę gorzką pigułkę i ostro wzięła się do pracy, szukając przy okazji osób doświadczonych w branży motoryzacyjnej. Tak zdaniem prezesa EMP, Piotra Zaremby, udało się zbudować zespół złożony z pracowników, którzy wcześniej zdobywali umiejętności u takich gigantów samochodowych, jak Fiat, Valeo czy Land Rover. Co więcej, kilka tygodni temu w końcu doszło do podpisania umowy z integratorem technicznym, czyli firmą, dla której konstruowanie aut na rynek masowy to chleb powszedni.

- EDAG Engineering to w tej chwili jeden z najlepszych integratorów. W ciągu ostatnich pięciu lat wprowadzili na rynek blisko 20 modeli samochodów. Chociaż mają wiele ofert współpracy z Azji, to jednak uwierzyli w nasz projekt i postanowili się w niego zaangażować, przewidując także znaczne zwiększenie liczby pracowników w Polsce - dodaje Piotr Zaremba.

Przy okazji dowiedzieliśmy się również, że polskie auto elektryczne nie będzie jednak małym samochodem miejskim, a kompaktem, więc będzie konkurować na rynku z takimi modelami, jak Nissan Leaf, Volkswagen e-Golf, Kia Soul EV czy Hyundai Ioniq (na rynku za 3 lata). Poza tym, zmieniło się również podejście do ceny i obecnie mówi się dużo o swoistym abonamencie, bo jak tłumaczy prezes EMP: - Chcielibyśmy uniknąć dylematów co do ceny zakupu samochodu. Będziemy chcieli zaoferować auto w formie miesięcznej raty, której wysokość będzie konkurencyjna względem kosztów utrzymania samochodu spalinowego z segmentu C.

- Na przełomie 2022 i 2023 roku całkowite koszty zakupu i eksploatacji aut elektrycznych i spalinowych powinny się zrównać. Wtedy auta elektryczne staną się samochodami masowymi i w tym właśnie momencie chcielibyśmy zacząć naszą produkcję. Jeżeli spóźnilibyśmy się o 2-3 lata, to byłoby nam już trudniej wejść na rynek. Jednak mamy z integratorami technicznymi przedyskutowany harmonogram i zgodnie z nim za 40 miesięcy od dzisiaj jesteśmy w stanie rozpocząć masową produkcję.

No dobra, ale czy to w ogóle ma szanse powodzenia? I tak, i nie. Nie można bowiem zapominać, że elektryczne auta, nawet od najbardziej uznanych producentów, wciąż nie cieszą się zbytnim wzięciem, a co więcej Polacy wciąż chętniej stawiają na używane samochody, które są po prostu dużo tańsze. Kwestie ekologiczne też nie bardzo do nas przemawiają, więc jeśli rząd nie ma w planach jakichś specjalnych programów lub dopłat, to pomysł może okazać się spektakularną porażką. A jakie jest Wasze zdanie, uda się?

Źródło: GeekWeek.pl/WysokieNapiecie.pl/ Fot. EMP