Chiny wypowiadają wojnę religii i zabobonom

Chiny, w których oficjalnie panuje marksizm, postanowiły podążać dokładnie za naukami twórcy tego światopoglądu i wypowiedziały właśnie wojnę "opium dla mas" - czyli religii i wszelkiego rodzaju zabobonom, które stają się coraz popularniejsze w tym oficjalnie ateistycznym kraju.

Chiny, w których oficjalnie panuje marksizm, postanowiły podążać dokładnie za naukami twórcy tego światopoglądu i wypowiedziały właśnie wojnę "opium dla mas" - czyli religii i wszelkiego rodzaju zabobonom, które stają się coraz popularniejsze w tym oficjalnie ateistycznym kraju.

Boom na religię nastał wraz z boomem gospodarczym - bogacące się społeczeństwo, które już coraz rzadziej musi przejmować się bolączkami życia doczesnego zaczyna poszukiwać ukojenia dla duszy. Mowa tu oficjalnie o stu milionach ludzi - niby sporo, lecz należy pamiętać, że Chiny liczą sobie około miliarda czterystu milionów obywateli. Mniej więcej połowa z tych 100 milionów to chrześcijanie i muzułmanie, a druga połowa taoiści i buddyści.

Wang Zuoan z Państwowej Administracji Spraw Religijnych zdradził, że owszem - religia może pchać ku dobremu, nie można jednak pozwolić na to aby ludzie byli "zbałamuceni".

Zgodnie z poglądami partii obywatel musi posiadać światopogląd dotyczący narodzin, życia, choroby, szczęścia i jego braku, a także śmierci bazujący na wiedzy naukowej - i właśnie jej popularyzacją ma zająć się urząd.

Oczywiście będzie to proces bardzo długi - pan Zuoan zauważa, że nagła próba uwolnienia ludzi spod wpływu religii może odnieść wręcz przeciwny skutek. Do tego, według oficjalnej linii panuje w Chinach wolność wyznania, a naukową wiedzę zamiast religii ludzie muszą wybrać z własnej woli. Prawda jest jednak taka, że partia kontroluje wiele kościołów, które często muszą działać w ukryciu, tak jak na przykład popularna praktyka Falun Gong, która jest całkowicie zakazana - a więc i całkowita liczba praktykujących z pewnością jest wyższa od oficjalnych danych.

Źródło: The Independent