Rok 1984 w Chinach

Chiny niby cały czas na grzbiecie swojego pędzącego niczym tygrys rynku prą ku zachodowi, ale to tylko pozory. Komunistyczna Partia Chin ma bowiem zupełnie inne plany, które są powoli wprowadzane w życie i wcale nie są one odległe od dystopijnych wizji przedstawianych w futurystycznej literaturze takiej jak choćby Rok 1984 George'a Orwella.

Chiny niby cały czas na grzbiecie swojego pędzącego niczym tygrys rynku prą ku zachodowi, ale to tylko pozory. Komunistyczna Partia Chin ma bowiem zupełnie inne plany, które są powoli wprowadzane w życie i wcale nie są one odległe od dystopijnych wizji przedstawianych w futurystycznej literaturze takiej jak choćby Rok 1984 George'a Orwella.

Chińskie władze wprowadzają właśnie z pomocą swoich dwóch gigantów - Alibaby i Tencent, którzy zarządzają wszystkimi sieciami społecznościowymi w Państwie Środka, system "ocen" dla obywateli. Oceny te, które na razie funkcjonują w chińskim społeczeństwie w ramach testów, są ściśle połączone z dowodami osobistymi - cały system ma być obowiązkowy do roku 2020.

Poprzez Alibabę i Tencent władze w Pekinie mają dostęp do praktycznie całej działalności człowieka w sieci i nie tylko, a na podstawie tej działalności każdy otrzymuje punktową ocenę od 350 do 950.

Punkty można tracić na przykład za wyrażanie poglądów politycznych bez odpowiedniej zgody władz, a nawet wtedy jeśli poglądy takie będą wyrażali nasi znajomi. Chodzi tu choćby o wspominanie w sieci o masakrze na placu Tian’anmen czy o krachu giełdy w Szanghaju. Zyskiwać z kolei je można za działania uznawane przez tamtejszy rząd za "prospołeczne". Nagradzany i karany jest także odpowiedni styl życia - na przykład kupowanie gier wideo odbiera nam punkty, podczas gdy inne produkty (pewnie z Cytatami z Przewodniczącego Mao na czele) dodadzą nam parę punktów.

Ok. Dostajemy zatem punkty, i co z tego? Otóż to, że są one dostępne publicznie - każdy, czy to nasz sąsiad, współpracownik, czy ewentualny pracodawca - może sprawdzić jaką ocenę dostajemy. Ponadto sam rząd zapewnia lepsze traktowanie dla tych, którzy zdobyli więcej punktów - na przykład za 700 można uzyskać wizę turystyczną do Singapuru, którą normalnie Chińczykom jest dość trudno zdobyć.

A najdziwniejsze w tym wszystkim wydawać się może to, że Chińczycy sami bardzo chętnie z nowego systemu korzystają - przechwalają się w sieciach społecznościowych ile punktów udało im się zdobyć.

Wygląda zatem na to, że w dość "miękki" sposób Chiny zmierzają ku autokratycznej dyktaturze, a co najgorsze - obywatele (choć oczywiście nie wszyscy) chętnie w tym uczestniczą. Czyli w sumie nie tylko Rok 1984, ale też Nowy wspaniały świat Huxleya - a dokładniej rzecz biorąc hybryda obu tych wizji.

Źródło: ACLU