Chiny mają System Oceny Obywateli, a Facebook ma System Oceny Użytkowników

Facebook wytoczył największe działa w swojej walce z fałszywymi wiadomościami. Jego działania zaczynają jednak przerażać, bo przypominają te serwowane przez chiński rząd.

Na łamach serwisu The Washington Post pojawił się artykuł, w którym możemy przeczytać, że największy serwis społecznościowy świata opracowuje System Oceny Użytkowników pod kątem ich rzetelności i solidności w udostępnianiu i rozpowszechnianiu informacji dzięki temu medium.

Oczywiście ta akcja ma być kolejną fazą zakrojonej na szeroką skalę walki z fake newsami. Chociaż w sieci natychmiast pojawiły się głosy, że Facebook inspiruje się socjalistycznymi pomysłami chińskich władz, które wcieliły w życie niezwykle kontrowersyjny projekt Systemu Oceny Obywateli (), przedstawiciele serwisu oficjalnie oświadczyli, że nie ma tutaj mowy o tworzeniu Systemu Oceny Użytkowników.

Reklama

Tłumaczenia Facebooka są jednak mocno naciągane. Oficjalnie serwis rozwija proces chroniący przed nieuzasadnionym oznaczaniem informacji jako fałszywe w celu oszukania systemu weryfikacji. Jednocześnie pojawiły się informacje, że użytkownicy, którzy będą notorycznie próbowali zmanipulować system oceny wiadomości pod kątem fałszywych wiadomości, będą za to karani np. wykluczeniem z systemu zgłoszeń lub nawet zablokowaniem konta. Ma to być oceniane na podstawie historii i jakości zgłoszeń.

Chociaż przedstawiciele serwisu nie zdradzają, jak cały ten proces wygląda, możemy domyślać się, że Facebook będzie zbierał jakieś dane o nas, aby na tej podstawie oceniać naszą wiarygodność. W ten sposób zwiększy wykrywalność manipulacji. Innego sposobu na to nie ma. Zresztą Facebook specjalizuje się w takich akcjach i można śmiało rzec, że jest w tym światowym ekspertem.

Chiny mają System Oceny Obywateli, a Facebook ma System Oceny Użytkowników. Fot. PxHere.

Facebook opiera się w swoich ocenach jakości i wiarygodności treści na usługach pokroju Snopes i PolitiFact oraz wykorzystuje swoje algorytmy, które rozwijane są od paru lat. Jeśli spojrzymy chłodnym okiem na tę całą walkę z fake newsami, prowadzoną przez największe koncerny internetowe, możemy dojść do wniosku, że sprawa ma drugie dno.

Walka wydaje się być z góry skazana na porażkę, bo nie ma fizycznej możliwości oceny, czy coś jest wiadomością fałszywą czy prawdziwą, bo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Za to takie informacje mogą być świetną bronią w rywalizacji politycznej. Facebook ma poglądy lewicowo-liberalne i takie też treści są mile widziane na serwisie, a to już nie jest obiektywy punkt widzenia, tylko jednostronny. O jakiej więc tu mówimy chęci tworzenia prawdy.

Jedno jest pewne, walka z fake newsami już sprawia, że giganci, pod przykrywką odmiany Internetu na lepszy, mają prawo do zbierania o nas jeszcze większej ilości informacji, które mogą sprzedać reklamodawcom lub firmom technologicznym. I chyba o to w tym wszystkim od początku chodziło. W końcu kasa musi się zgadzać, a dzięki trzymaniu społeczeństwa na  smyczy można spokojnie realizować swoje wyższe cele.

Źródło: GeekWeek.pl/ / Fot. Facebook/PxHere

Geekweek
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy