Satelity SpaceX mogły doprowadzić do wielkiej kosmicznej katastrofy

W maju firma Elona Muska wyniosła na ziemską orbitę pierwszą grupę mikrosatelitów konstelacji kosmicznego Internetu o nazwie StarLink. Projekt napotkał jednak na swojej drodze rozwoju sporo problemów.

Astronomowie zarzucili SpaceX i innym firmom, które budują konstelacje kosmicznego Internetu, że dziesiątki tysięcy takich urządzeń może utrudnić obserwacje prowadzone przez naziemne systemy. Każdy mikrosatelita będzie wyposażony w panele solarne, dzięki którym będzie mógł normalnie funkcjonować. Problem w tym, że zarówno jego korpus, jak i panele solarne, odbijają część światła słonecznego, które może oślepiać obserwatorów i przeszkodzić w obserwacjach za pomocą naziemnych teleskopów.

Elon Musk twierdzi jednak, że nic takiego nie będzie miało miejsca w przyszłość. Zlecił on już swoim inżynierom, by jak najbardziej to możliwe obniżyli albedo nowych mikrosatelitów, czyli stosunek ilości promieniowania świetlnego odbitego od satelitów i skierowanego w stronę powierzchni Ziemi. Gdy udało się zaradzić jednemu problemowi, pojawił się drugi.

Reklama

Europejska Agencja Kosmiczna poinformowała, że została zmuszona przez SpaceX i jego mikrosatelity do zmiany orbity swojego satelity obserwacyjnego o nazwie Aeolus. Inżynierowie obliczyli, że gdyby agencja nie zareagowała, to urządzenia Elona Muska mogłyby doprowadzić do kosmicznej katastrofy, zderzając się z satelitą, a później doprowadzić do efektu domina.

ESA postanowiła więc dmuchać na zimne i przestawić swoje urządzenie na bezpieczną orbitę. Na niskiej orbicie okołoziemskiej z każdym rokiem zaczyna robić się coraz ciaśniej. Wiele firm ma w planach umieszczenie tam dziesiątek tysięcy nowych mikrosatelitów. Ich zdaniem będzie obserwacja naszej planety i dokonywanie ważnych pomiarów oraz zapewnienie komunikacji pomiędzy ziemskimi metropoliami. Tak duża ilość urządzeń stwarzać może zagrożenie dla przyszłych misji kosmicznych. Gdyby nad którymś stracono kontrolę, mogłoby się to skończyć kosmicznymi katastrofami, które będą bardzo ciężkie do ogarnięcia.

Kolejne urządzenia StarLink mają trafić na orbitę jeszcze w tym roku. Każdy z mikrosatelitów jest wyposażony w silnik jonowy tylu Halla, bazujący na kryptonie. Pierwsza część konstelacji będzie operowała na wysokości 550 kilometrów ponad powierzchnią Ziemi. Docelowo na orbitę ma trafić 7518 mikrosatelitów, a do 2030 roku ma być ich już kilkanaście tysięcy. Znajdą się ona na wysokości 340 kilometrów, 550 kilometrów oraz 1150 kilometrów.

Bezprzewodowy kosmiczny Internet od SpaceX ma zapewnić dostęp do największej na świecie skarbnicy wiedzy wszędzie, gdzie tylko się znajdziemy, a mianowicie w lasach Amazonii, na Saharze czy nawet na bezludnej wyspie. System ma oferować prędkość sieci na poziomie do 1 Gb/s, przy pingu nie przekraczającym 24 ms.

Elon Musk napisał na swoim profilu na Twitterze, że jego system de facto nie będzie korzystał z protokołu IP. Oczywiście będzie wspierał go w wymianie pakietów z globalną siecią, ale wewnątrz sieci StarLink będzie odbywało się to już bezpośrednio na zasadzie sieci peer to peer, z szyfrowaniem na całym kanale komunikacyjnym (end-to-end encryption).

Co ciekawe, Musk chce wznieść poziom bezpieczeństwa swojej sieci na bardzo wysoki poziom, dzięki zastosowaniu szyfrowania na poziomie kodu sieci (firmware level). Jeśli dojdzie do ataku, to sieć będzie mogła w trybie ekspresowym być zaktualizowana i odeprzeć cyberataki, oferując jej użytkownikom maksymalne bezpieczeństwo.

Kilka miesięcy temu firma Elona Muska wystąpiła do władz FCC na zgodę na używanie do miliona stacji naziemnych dla konstelacji StarLink. Terminale mają mieć płaskie anteny nadawczo-odbiorcze. Firma Elona Muska zdradziła, że zainteresowanie kosmicznym Internetem jest gigantyczne. Pierwsi klienci będą mogli ciszyć się Internetem z mikrosatelitów jeszcze w tym roku.

Źródło: GeekWeek.pl/ESA/SpaceX / Fot. SpaceX

Geekweek
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy