Bezpieczeństwo
Japończycy jednak spuszczą skażoną wodę z Fukushimy do Oceanu Spokojnego

W ubiegłym miesiącu doszły do nas wieści o tragicznej sytuacji panującej w zniszczonej w wyniku fal tsunami elektrowni jądrowej w Fukushimie. Chodzi o radioaktywną ciecz, która składowana jest w setkach zbiorników.

Japończycy mówią jasno, że nie są w stanie opanować magazynowania tak ogromnych ilości skażonej wody. Specjaliści z TEPCO twierdzą, że co 4 dni stawiany jest nowy zbiornik, w którym można pomieścić 600 ton wody. W tej chwili na terenie elektrowni znajduje się aż 1,3 miliona ton skażonej cieczy. Przetrzymywana jest ona już w 1000 zbiornikach.

Woda ta pochodzi z systemów schładzania zgliszczy reaktorów. Chociaż jest ona filtrowana pod kątem radioaktywnych substancji i ponownie wykorzystywana, to jednak proces ten jest czasochłonny, więc inżynierowie nie są w stanie wykorzystać całej wody ponownie. Dlatego składowana jest ona na terenie obiektu. Trzeba tutaj zaznaczyć, że ciecz znajdująca się w zbiornikach jest najbardziej skażona.

Przedstawiciele firmy TEPCO, operatora elektrowni, informują, że udaje im się oczyścić wodę z radionuklidów, takich jak cez i stront, ale nie udaje się to w przypadku izotopu wodoru, trytu. Efekt uboczny filtracji cezu i strontu przechowuje się w formie sodu w specjalnie do tego utworzonych zbiornikach na terenie obiektu, znajdujących się w bezpiecznej odległości od pozostałych.

Władze TEPCO i rząd kraju od jakiegoś czasu rozważają opcję spuszczenia wody do Oceanu Spokojnego, bo może to doprowadzić do katastrofy ekologicznej. Według najnowszego raportu, za niespełna 3 lata na terenie obiektu nie będzie już miejsca na składowanie zbiorników i wówczas problem urośnie do rangi katastroficznego. Firma chce więc jak najszybciej rozpocząć oczyszczać i demontować zniszczony obiekt.

Całej sprawie bacznie przyglądają się ekolodzy, w tym organizacja Greenpeace. Yoshiaki Harada, japoński minister środowiska, uważa, że spuszczenie radioaktywnej wody do oceanu będzie najlepszym sposobem na opanowanie tej patowej sytuacji, ponieważ promieniotwórcze substancje zostaną rozcieńczone i nie będą stanowiły zagrożenia dla ludzi i środowiska.

Takie rozwiązanie wydaje się dobrym pomysłem. Składowanie takich ilości skażonej wody w jednym miejscu, i to na terenach niezwykle sejsmicznych jest niebezpieczne. Gdyby doszło do wystąpienia potężnego wstrząsu sejsmicznego i uderzenia nowych fal tsunami, skutki byłyby o wiele bardziej opłakane, niż stopniowe wypuszczanie wody do Oceanu Spokojnego

Tymczasem ekolodzy i stowarzyszenia rybackie ostrzegają, że radionuklidy mogą gromadzić się na przykład w rybach i skorupiakach, a stront w kościach małych ryb, które mogą być spożywane przez ludzi, może stanowić poważny problem. W przypadku spożycia przez ludzi, stront 90 koncentruje się w zębach i kościach, więc może powodować raka kości lub białaczkę.

Źródło: GeekWeek.pl/JapanTimes / Fot. JapanTimes