Ekotechnologia
Sprzątamy z plastiku oceany, więc teraz nadszedł czas na projekt oczyszczania rzek

Boyan Slat, założyciel fundacji The Ocean Cleanup, wziął sobie za cel poradzenie sobie z problemem zanieczyszczenia światowych oceanów tworzywami sztucznymi. Teraz zapowiedział nowy, globalny projekt.

25-latek i jego zespół wybitnych inżynierów ma bardzo ambitne plany. Otóż w ciągu najbliższych zaledwie 5 lat chce rozwiązać problem gromadzenia się tworzyw sztucznych w aż 1000 rzek, które spływają do mórz i oceanów. Chociaż to tylko 1 procent wszystkich rzek, to jednak odpowiadają one za aż 80 procent odpadów pływających w największych na naszej planecie akwenach.

Plany fundacji The Ocean Cleanup nie powinny dziwić, ponieważ do tej pory inżynierowie zaczęli walczyć z efektem, czyli rozpoczęli sprzątanie Oceanu Spokojnego, tymczasem by poradzić sobie z tym problemem, potrzeba wziąć się ostro dla likwidację przyczyny, czyli edukować ludzi w kwestiach produkowania śmieci i próbować chronić przed nimi rzeki.

Nowe urządzenie Slata nazywa się Interceptor. Jest to maszyna wyspecjalizowana do przechwytywania śmieci z rzek. Składa się z kilku barier i taśmy przeznaczonej do transportu wyłowionych śmieci do kontenerów. Urządzenie jest w pełni autonomiczne, a do swojego zasilania wykorzystuje akumulatory litowo-jonowe, które pozyskują energię z paneli solarnych.

The Ocean Cleanup informuje, że Interceptor jest w stanie pomieścić 50 metrów sześciennych śmieci. Co ważne, urządzenie nie blokuje normalnego przepływu wody i nie będzie stanowiło problemu dla rybaków i statków. Najnowsze badania pokazują, że największe źródła plastikowych śmieci znajdują się w południowo-wschodniej Azji, a dokładnie w Wietnamie, Chinach i Indiach. Duży problem występuje też w Afryce.

Boyan Slat podkreśla, że każdego roku do mórz i oceanów trafia aż 2,7 miliona ton plastikowych śmieci. Jego projekt ma na celu nie tylko ograniczenie tego procederu, ale przede wszystkim oczyszczenie światowych akwenów z już istniejących tworzyw sztucznych. Holender nie ukrywa, że jego misja może potrwać wiele dekad, a to dlatego, że w oceanach pływa już tak dużo śmieci.

Interceptor ma początkowo kosztować ok. 700 tysięcy dolarów. To sporo dla rządów biednych krajów, ale ta inwestycja może okazać się zbawienna, jeśli pod uwagę weźmiemy fakt, że w przyszłości problem zanieczyszczonych akwenów odbije się negatywnie na całej ludzkości i pochłonie o wiele więcej funduszy. Musimy mieć świadomość, że te śmieci, które dziś wrzucamy do rzek, niedługo trafią do naszych żołądków wraz ze spożywanym przez nas pokarmem.

The Ocean Cleanup czyni też postępy w projekcie oczyszczania Wielkiej Pacyficznej Plamy Śmieci. Jakiś czas temu, ekipa natrafiła na problemy. System nylonowych rur rozpadł się w wyniku oddziaływania silnego wiatru i wysokich fal. Inżynierowie już go zmodyfikowali, by w przyszłości potrafił przetrwać tak ekstremalne warunki, jakie panują na otwartych wodach. Mimo problemów, sam system spełniał swoje zadanie i efektywnie wyłapywał plastikowe odpady z wód Oceanu Spokojnego. Oczyszczalnia sukcesywnie będzie rozbudowywana, gdyż naukowcy chcą aby docelowo miała do 100 kilometrów długości. W ten sposób łatwiej i szybciej będzie można wyłapywać zalegające w wodzie śmieci.

Inżynierowie dokonali w systemie rur kilku ważnych zmian, które mają usprawnić łowienie śmieci. Jedną ze zmian jest przymocowanie do rur dodatkowych ogromnych boi. Ich zadaniem będzie umożliwienie systemowi rur szybsze przemieszczanie się po powierzchni wody i wyłapywanie większej ilości śmieci. Jeśli to okaże się nieefektywne, w życie zostanie wprowadzony plan B. Będzie on polegał na wymianie boi na spadochrony. Dokonano też modyfikacji w systemie łączenia rur. Teraz są one modułowe, trzy razy mniejsze i łatwiej można je transportować na brzeg.

Źródło: GeekWeek.pl/The Ocean Cleanup / Fot. The Ocean Cleanup