Technologia
Pływający Czarnobyl już produkuje energię na Czukotce. Powstanie więcej takich statków

Rosja intensywnie eksploruje Arktykę. Od kilku lat tworzy tam świetnie wyszkoloną białą armię, która będzie miała za zadanie bronić źródeł paliw kopalnych. Armia potrzebuje energii, którą zapewnią mobilne reaktory jądrowe.

RosAtom zbudował i zwodował pierwszą na świecie mobilną, pływającą elektrownię jądrową, która została ochrzczona nazwą Akademik Łomonosow. Nuklearny Titanic wypłynął w pierwszy rejs w maju 2018 roku. Wówczas przepłynął Bałtyk, wzdłuż wybrzeży Szwecji, cieśniny duńskie, Morze Północne i wzdłuż wybrzeży Norwegii. W sierpniu bieżącego roku udał się w podróż do Czukockiego Okręgu Autonomicznego, gdzie będzie produkować energię dla platform wydobywczych i lokalnych społeczności.

Russia Today informuje, że Akademik Łomonosow rozpoczął dostarczanie energii dla tamtejszego węzła Chaun-Bilibino. Docelowo produkcja energii ruszy pełną parą w 2020 roku dla miasta o nazwie Pewek. Statek ma 144 metry długości i 30 metrów szerokości, dysponuje wypornością przekraczającą 20 tysięcy ton i może funkcjonować przez nawet 40 lat.

Pływający Czarnobyl, jak się o nim mówi, oferuje maksymalną mocą elektryczną ponad 70 MW i składa się z dwóch reaktorów KLT-40S. RosAtom ujawnił, że nuklearny Titanic może zasilić w energię elektryczny miasto zamieszkałe przez nawet 100 tysięcy osób.

Tym wydarzeniem żywo interesuje się Greenpeace. Ekolodzy biją na alarm, że Akademik Łomonosow jest zagrożeniem dla całego świata. Mówią o nim nawet jak o pływającym Czarnobylu. Według nich, rosyjski wynalazek może bardzo szybko ulec katastrofie, a skutki tego będą opłakane dla milionów ludzi. Aktywiści podkreślają, że elektrownia nie ma własnego napędu, który jest niezbędny w rejsach po morzach i na wypadek wystąpienia sztormów. Uważają też, że obiekt może zostać przewrócony przez małą falę. Tymczasem Kreml zapewnia, że elektrownia odporna jest nawet na fale tsunami.

Problem w tym, że przemieszczające się z ogromną prędkością fale tsunami nie są groźne dla statków pływających po akwenach, bo tam występują w formie prądów, tylko dla ludzi i obiektów znajdujących się na lądzie, bo wówczas dochodzi do spiętrzenia wód i wdarcia się ich bardzo daleko wgłąb lądu. Miejmy tylko wszyscy nadzieję, że jednak nie dojdzie do katastrofy.

Po ostatnich wydarzeniach z wybuchem pocisku 9М730 Buriewiestnik (SSC-X-9 Skyfall), wyposażonym w napęd jądrowy i skażeniem dużego obszaru poligonu Nyonoksa, w obwodzie archangielskim, cały świat przygląda się poczynaniom rosyjskiego rządu i nie wierzy w żadne jego słowa zapewnień o pełnym bezpieczeństwie.

Tymczasem pływające elektrownie jądrowe mają stać się powszechne na dalekiej Syberii. Kreml zamierza również oferować tego typu jednostki zaprzyjaźnionym krajom z całego świata. Możemy więc oczekiwać, że w najbliższych latach takie obiekty zaczną pojawiać się w różnych zakątkach naszej planety, w których nie rozwiniętej infrastruktury energetycznej.

Źródło: GeekWeek.pl/Popular Mechanics / Fot. RosAtom