Astronomia
Będziemy mieli dwa słońca na niebie? Olbrzymia gwiazda szykuje się do eksplozji

Betelgeza, gwiazda w konstelacji Oriona, znajduje się u kresu swojej ewolucji, co znaczy tyle, że już niedługo może stać się supernową. Biorąc pod uwagę jej bliską odległość, możemy mieć przez jakiś czas na niebie aż dwa słońca.

Betelgeza to czerwony nadolbrzym, którego możemy obserwować każdej nocy spoglądając w kierunku gwiazdozbioru Oriona. Jest aż 15 razy masywniejsza od Słońca. Nazwa tej gwiazdy, jednej z najjaśniejszych na nocnym niebie, podchodzi od arabskiego „Jad al-Dżauzā”, co oznacza „Rękę Bliźniąt”.

Ostatnio naukowcy zaobserwowali, że gwiazda ciemnieje i zaczyna tracić masę, co znaczy, że najprawdopodobniej rozpoczyna się zjawisko zapadania grawitacyjnego, polegające na tym, że skupiska materii kurczą się pod wpływem siły ciążenia.

Astronomowie uważają, że może być to związane z tym, że gwieździe po prostu kończy się paliwo. Gdy się ono wyczerpie, zapadnie się ona gwałtownie, co w rezultacie da ogromną eksplozję, która będzie miliony razy jaśniejsza niż Słońce.

Jednak biorąc pod uwagę naszą odległość od gwiazdy, wynoszącą około 400-500 lat świetlnych, na Ziemi to efekt tego gwałtownego zdarzenia może być widoczny pod postacią „drugiego słońca”, nieco jaśniejszego niż Księżyc w pełni.

Zjawisko to tak naprawdę jest bardzo nieprzewidywalne i może zarówno nastąpić w ciągu najbliższych dni czy tygodni, jak też w ciągu najbliższych 100 tysięcy lat. Jednak wszelkiej maści zapaleńcy i domorośli prorocy łączą to z mającą się rozpętać trzecią wojną światową i następującym po niej końcem świata.

Odkładając takie teorie na bok, wybuch supernowej w takiej odległości raczej niczym nam nie grozi. Wręcz przeciwnie, dostarczy on nowych pierwiastków. Pamiętajmy przecież, że zarówno Ziemia jak i cały Układ Słoneczny, zbudowany jest właśnie z materii pochodzącej z wybuchów supernowych, które nastąpiły w odległej przeszłości.

99 procent energii pochodzącej z wybuchu dotrze do nas w formie neutrino, które cały czas przechodzą przez nas niezauważone. Dodatkowym efektem, jaki może to spowodować, jest powstanie gwiazdy neutronowej lub czarnej dziury, szanse na zaistnienie tych zjawisk są mniej więcej równe.

W przeszłości kilkukrotnie mogliśmy obserwować wybuchy supernowych i koniec świata jeszcze nie nastąpił. Największy z nich miał miejsce w 1006 roku naszej ery. Z tamtego okresu można znaleźć zapisy na całym świecie potwierdzające zaobserwowanie wybuchu, od Szwajcarii, przez Egipt, aż po Chiny i Japonię.

Według badaczy była to supernowa typu Ia, przez kilka tygodni świecąca z siłą miliardy razy większą niż Słońce. Dzięki temu na Ziemi przez pewien czas w nocy mogło być niemal tak jasno jak w dzień. Jedenasty wiek ogólnie był szczęśliwy dla miłośników astronomii, jako że w roku 1054 można było zaobserwować kolejny wybuch supernowej, dużo słabszy jednak niż ten z roku 1006.

Ostatnie tego typu zdarzenia na ziemiach polskich można było zobaczyć w roku 1572 i 1604. W lutym 1987 roku supernowa pojawiła się  jeszcze w Wielkim Obłoku Magellana, ale jest on widoczny jedynie na południowej półkul Ziemi, nie w Polsce. Z każdego tego typu zdarzenia wyszliśmy obronną ręką. Przed nami kolejny olbrzymi rozbłysk, który z całą pewnością będzie widowiskowym zjawiskiem astronomicznym.

Źródło: GeekWeek.pl/NASA / Fot. NASA