Militaria
Departament Obrony USA zamawia dla armii mobilne reaktory jądrowe

Wygląda na to, że Pentagon eksploruje nowe możliwości wykorzystania małych reaktorów jądrowych, dzięki którym będzie w stanie dostarczyć swojej armii energię w każdych warunkach.

Chodzi o autonomiczne źródła energii, z których będzie można korzystać, kiedy nie będzie dostępu do klasycznego zasilania: - Przyglądamy się komercyjnie zaprojektowanym reaktorowi z licencją Nuclear Regulatory Commission, który może dostarczyć ok. dwóch megawatów mocy, wystarczających do zasilenia domowych instalacji militarnych - twierdziła Ellen Lord, podsekretarz obrony, podczas środowego McAleese and Associates Defense Conference w Waszyngtonie. Przy okazji dodała też, że nie jest to świeża sprawa, bo rozmowy z różnymi firmami trwają już od ok. roku:

- Mamy kilka komercyjnych firm zajmujących się energią jądrową zainteresowanych tematem i wydaje się nam, że to świetna okazja, żeby połączyć komercyjne i militarne zastosowanie energii jądrowej. Jedna z nich naprawdę wyprzedza inne w zakresie kapitału ludzkiego i wygląda na to, że będzie to dobre partnerstwo. Przy okazji dowiedzieliśmy się również, że Strategic Capabilities Office (SCO) funduje prototyp zaawansowanego mobilnego reaktora atomowego, który będzie używany w różnych lokacjach operacyjnych.

Inicjatywa nosi nazwę Project Pele i jest właśnie realizowana w Idaho National Laboratory. Departament Obrony ma zamiar udostępnić gotowy projekt wielu rządowym dostawcom, a następnie wybrać spośród nich wykonawcę. I choć jak zwykle nie poznaliśmy niemal żadnych szczegółów, to wiemy, że warunkiem ma być łatwość transportu na samochodzie, pociągiem czy samolotem. Warto też zaznaczyć, że Pentagon pracuje równolegle również nad innym programem jądrowym, który mocno pokrywa się założeniami z Pele, a mianowicie Project Dilithium.

I to pomimo faktu, że wielu specjalistów obawia się tworzenia takich małych reaktorów: - Pasywne bezpieczeństwo nie wyeliminuje każdej możliwości, w jakiej reaktor może zostać uszkodzony albo zacząć wydzielać promieniowanie. Jeśli zostanie przeprowadzona odpowiednia ilość ataków, powodujących warunki, których reaktor nie jest w stanie wytrzymać, wszystkie zabezpieczenia będą na nic. W najlepszym wypadku promieniowanie radioaktywne byłoby kosztowną przeszkodą, a w najgorszym natychmiast zaszkodzi personelowi i wyłączy bazę na długie lata  - twierdzi Edwin Lyman z Nuclear Safety Project w Union of Concerned Scientists. Pentagon pozostaje jednak niezrażony, bardziej przejmując się tym, że ataki ze strony wrogich państw mogą pozbawić armię dostępu do klasycznej energii, co może mieć katastrofalne skutki dla obronności. 

Źródło: GeekWeek.pl/federalnewsnetwork