Ekotechnologia
Polska znalazła się na podium europejskich inwestycji w lądowe farmy wiatrowe

Chociaż w naszym kraju wciąż mocno polegamy na węglu i moglibyśmy uczynić dużo więcej w zakresie odnawialnych źródeł energii, to z najnowszego raportu WindEurope wynika, że w jednej kwestii idzie nam całkiem nieźle.

Jak czytamy w raporcie, w 2019 roku w energię wiatrową zainwestowano w Europie 52 miliardy euro, w tym 19 miliardów na konstrukcję nowych farm wiatrowych, a pozostałe 33 miliardy to reszta transakcji zarówno publicznych, jak i prywatnych. Wygląda więc na to, że inwestycje w energię wiatrową uchodzą za opłacalne i nic nie powinno się tu zmienić w wymiarze długoterminowym. Oczywiście podobnie jak wszystkie inne branże, tak i ta ucierpi z powodu światowej pandemii koronawirusa, ale trzeba mieć nadzieję na szybkie odbicie, szczególnie że na drodze do neutralności klimatycznej coraz bardziej potrzebujemy każdej ilości zielonej energii. 

Nie oznacza to niestety, że we wszędzie jest równie dobrze, bo w krajach Europy Południowo-Wschodniej obserwujemy zdecydowanie mniej inwestycji w farmy wiatrowe niż na Zachodzie. Wystarczy tylko wspomnieć, że region ten odpowiada za zaledwie 3% wszystkich inwestycji, co wystarczy chyba za cały komentarz. Co jednak ciekawe, mamy tu pewną zieloną wyspę, a mianowicie Polskę, która wyróżnia się na tle sąsiadów - w ubiegłym roku w energię wiatrową (lądową) zainwestowaliśmy 0,8 mld euro, co przełożyło się na 630 megawatów mocy.

Co więcej, jesteśmy w trakcie kolejnych inwestycji, które pomogą nam utrzymać ten dobry trend: - Dzięki realizowanym dziś po aukcjach z 2018 i 2019 r. inwestycjom Polska pozostanie na europejskim podium pod względem finansowanie energetyki wiatrowej na lądzie przez kolejne dwa lub trzy lata - twierdzi Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej. A co po tym czasie? Jeśli nie zdecydujemy się na pewne odważne kroki, to zanotujemy poważne zahamowanie, a mowa choćby o możliwości budowania turbin wiatrowych bliżej zabudowań mieszkalnych. Obecnie trzymamy się zasady 10H, czyli pozwalającej na stawianie turbin nie bliżej niż 10 długości całkowitej wysokości zabudowania, co zdaniem specjalistów należy zmienić.

- Uwolnienie potencjału energetyki wiatrowej na lądzie umożliwiłoby dojście do 22-24 GW mocy na lądzie. To oznacza przyrost o 12-14 GW, które wygeneruje inwestycje rzędu ok. 70-80 mld zł i umożliwi stworzenie wokół sektora 42 tys. miejsc pracy, z czego ok. 11 tys. w firmach bezpośrednio współpracujących z branżą. To będzie silny bodziec rozwoju w czasie zbliżającej się recesji gospodarczej - dodaje Gajowiecki. Pytanie tylko, jak przekonać do tego osoby, które miałyby mieszkać w sąsiedztwie takich turbin, bo jak dobrze wiemy narosło wokół nich wiele teorii. Chodzi głównie o szkodliwość emitowanych przez nie infradźwięków, bo choć literatura naukowa sugeruje, że mogą być one źródłem irytacji u wielu osób i dla większości z nas są bezpieczne, to ich przeciwny wciąż zasłaniają się niewystarczającą ilością badań. 

Źródło: GeekWeek.pl/300gospodarka / Fot. Pixabay