Styl życia
Pracownicy Facebooka wirtualnie wychodzą na ulicę w proteście wobec swojego szefa

Sytuacja w USA jest bardzo napięta w związku z zabiciem przez policjanta kolejnego czarnoskórego obywatela, ale nie wszyscy odbierają tę sytuację tak samo i jak łatwo się domyślić niechlubnym wyjątkiem jest znowu prezydent USA.

Na ulicach wielu amerykańskich miast trwają właśnie protesty przeciwko agresji policji w stosunku do czarnoskórych obywateli, a wszystko po tym, jak jeden z policjantów udusił zatrzymanego George'a Floyda, trzymając kolano na jego szyi, chociaż mężczyzna rozpaczliwie powtarzał, że nie może oddychać. Nie pomaga również sytuacja w kraju, który boryka się z ekonomicznymi skutkami pandemii koronawirusa, bo ten uderzył w USA wyjątkowo mocno i boleśnie, zabierając nie tylko mnóstwo żyć, ale i miejsc pracy. Niestety nawet w obliczu takiej tragedii amerykański prezydent nie potrafi zrezygnować z polaryzowania społeczeństwa i prowokuje za sprawą swoich wpisów na Twitterze.

Bo chociaż część protestujących faktycznie posunęła się za daleko, podpalając i rabując sklepy, to wpisy sugerujące, że wszyscy są bandytami znieważającymi pamięć zamordowanego George’a Floyda, wydają się zdecydowanie nie na miejscu. Szczególnie jeśli następuje po nich zapewnienie, że armia jest w gotowości, bo kiedy zaczyna się rabowanie, zaczyna się też strzelanie… Jak się szybko okazało, Twitter postanowił zablokować ten wpis, nie zważając na to, że jego autorem jest prezydent, bo ten ich zdaniem złamał regulamin zabraniający gloryfikacji przemocy. Niestety CEO Facebooka miał na ten temat inne zdanie i nie zdecydował się na podobną reakcję. 

Ba, pewne źródła twierdzą, że osobiście rozmawiał z nim przez telefon przed ogłoszeniem swojej decyzji, która brzmiała następująco: - Wiemy, że wiele ludzi jest oburzonych tym, że zostawiliśmy posty Prezydenta, ale nasze stanowisko jest takie, że musimy pozwolić na tyle ekspresji, ile to możliwe, o ile nie powoduje ona ryzyka szkód czy niebezpieczeństw. Przyjrzeliśmy się dobrze wpisom na temat zamieszek w Minnesocie, żeby sprawdzić, czy naruszają naszą politykę. I choć faktycznie ma on trudne historyczne nawiązania, to postanowiliśmy je zostawić, ponieważ odniesienie do Gwardii Narodowej czytamy jako ostrzeżenie o akcji stanu i myślimy, że to ważne, żeby ludzie wiedzieli, czy rząd planuje użyć siły.

To nie spodobało się pracownikom Facebooka, którzy w proteście przeciwko zachowaniu swojego szefa wzięli udział w „wirtualnym marszu”. Większość z nich pracuje ciągle z domu, ale żeby pokazać swoje stanowisko wzięli na poniedziałek dzień wolny i ustawili automatyczne odpowiedzi na wiadomości o treści „jesteśmy poza biurem na znak protestu”. Jak informuje New York Times, pracownicy pracować mają również nad listą żądań wobec zarządu, bo to nie pierwszy raz, kiedy Mark Zuckerberg przyjmuje nieodpowiednią ich zdaniem postawę wobec zachowań prezydenta Donalda Trumpa. I nie pomaga tu nawet fakt, że Mark Zuckerberg poinformował o przekazaniu 10 mln USD dotacji dla grup zajmujących się walką z rasizmem, która jest często odbierana tylko jako próba mydlenia oczu. Ale czy faktycznie pracownikom uda się coś ugrać? Trudno powiedzieć, ale jedno jest pewne - ich głos został usłyszany. 

Źródło: GeekWeek.pl/engadget