Styl życia
Miłośnicy owoców morza… jecie plastik. Przeraża problem zanieczyszczenia wód

Nowa technika pozwala na policzenie, ile plastiku zjadamy podczas posiłku składającego się z owoców morza - czy ich miłośnicy mają powody do obaw?

Chyba już wszyscy wiemy, jak wiele plastikowych śmieci generujemy każdego dnia, ale niewiele osób zdaje sobie sprawę, że to, co widzimy gołym okiem, to zaledwie czubek góry lodowej. Na skutek działania różnych czynników atmosferycznych plastik jest bowiem rozdrabniany na maleńkie fragmenty zwane mikroplastikiem, których pełno jest w wodzie czy powietrzu, więc codziennie je wdychamy i zjadamy, zupełnie nieświadomi skutków zdrowotnych tego zjawiska. Głównie dlatego, że to sprawa relatywnie świeża i wciąż nie mamy pojęcia, jakie one tak naprawdę są i czy faktycznie powinniśmy się ich obawiać.

Naukowcy z całego świata starają się jednak zgłębić problem i dziś docierają do nas informacje dotyczące ilości mikroplastiku znalezionego przez nich w jedzeniu, a konkretniej owocach morza. Bo choć wiemy, że go spożywamy - choćby z każdą wypitą butelką wody mineralnej, to dobrze byłoby mieć pojęcie o jakich wartościach mówimy i czy można ustalić tu jakikolwiek próg bezpieczeństwa. Właśnie w tym pomóc ma nowa metoda, która identyfikuje i mierzy 5 różnych typów plastiku w tym samym czasie.

Cały proces zaczyna się od zanurzenia badanej tkanki w chemikaliach, które rozkładają jakikolwiek obecny w niej plastik, a następnie cała substancja jest analizowana za pomocą techniki zwanej gazową pirolizą chromatograficzną spektrometrii mas, co pozwala naukowcom określić, jaki plastik znajdował się w tkance i w jakich ilościach. Autorami tego rozwiązania są naukowcy brytyjskiego University of Exeter i australijskiego University of Queensland, którzy skupili swoje wysiłki na surowych ostrygach, krewetkach, kałamarnicach, krabach i krewetkach z lokalnego rynku. Analiza ujawniła plastik we wszystkich próbkach, ale w różnych ilościach: 0.04 mg na gram w kałamarnicach, 0.07 mg w krewetkach, 0.1 mg w ostrygach, 0.3 mg w krabach i aż 2,9 mg w sardynkach.

- Biorąc pod uwagę średnią porcję, miłośnik owoców morza może być narażony na średnio 0,7 mg plastiku w posiłku składającym się z ostryg czy kałamarnic i nawet 30 mg plastiku, jeśli postawi na podobną porcję sardynek. Dla porównania, 30 mg to tyle, ile waży średnio ziarenko ryżu. Nasze odkrycie pokazuje, że ilość plastiku obecnego w tkance różni się w zależności od gatunku, a nawet między konkretnymi osobnikami jednego gatunku. Pośród wszystkich zbadanych owoców morza najwięcej plastiku miały sardynki, co było bardzo zaskakujące - tłumaczy jedna z badaczek. Jeżeli zaś chodzi o typ plastiku, to większość pochodzi z codziennie używanych przez nas przedmiotów, jak opakowania czy ubrania syntetyczne. Co jednak najgorsze, wciąż nie rozumiemy do końca, jakie ryzyko niesie ze sobą takie ciągłe spożywanie plastiku, ale nowa metoda może pomóc w wypracowaniu odpowiednich testów i badań.

Źródło: GeekWeek.pl/University of Exeter