Motoryzacja
Okazuje się, że elektryczne auta są tańsze w utrzymaniu niż klasyczne

Producenci elektryków od dawna próbują nas przekonać, że warto skusić się na taki zakup, bo w dłuższej perspektywie to duża oszczędność, ale większość kierowców traktuje to jako czysty marketing.

Wydaje się jednak, że w końcu pojawiły się dowody na to, że mówią prawdę - serwis Consumer Reports opublikował bowiem badanie, z którego wynika, że posiadanie najpopularniejszych samochodów elektrycznych jest naprawdę tańsze niż najlepszych nawet spalinowych modeli w tej samej klasie.

Pośród samochodów elektrycznych w cenie poniżej 50 tysięcy dolarów, najczęściej mówimy o oszczędnościach względem tradycyjnego auta w granicach 6-10 tysięcy dolarów, a jako najlepszy przykład podaje się Tesla Model 3, czyli luksusowy elektryk podstawowego poziomu, który pozwala na całościowe oszczędności rzędu 15 tysięcy dolarów w porównaniu nie tylko do najlepiej sprzedającego się auta jego klasy, tj. BMW 330i, ale i najlepiej ocenianego, Audi A4. 

Mówimy tu o całkowitych kosztach, na które składają się takie czynniki, jak cena zakupu, cena paliwa czy wydatki na utrzymanie - samochody elektryczne łatwo wychodzą tu na prowadzenie, szczególnie w bardziej przystępnych cenowo segmentach i jeśli zdecydujemy się na zakup modelu z drugiej ręki, dajmy na to 5-7-letniego.

Ogromną rolę odgrywają tu oczywiście oszczędności na paliwie, czego można było się spodziewać i jak sugeruje Consumer Reports kierowcy samochodów elektrycznych wydają jakieś 60% mniej, żeby utrzymać swoje auta w pełnej gotowości. 

Co więcej, użytkownicy aut z zasięgiem ok. 250 mil i więcej ładują swoje auta w 92% w domu zamiast na publicznych szybkich stacjach. Warto jednak podkreślić, że nie bez znaczenia było również utrzymanie - z raportu można się dowiedzieć, że właściciele elektryków płacą mniej więcej połowę tego, co posiadacze klasycznych aut, za utrzymanie i naprawę swoich pojazdów. I choć niektóre naprawy faktycznie sporo kosztują, np. wymiana akumulatorów, to kupno używanego elektryka i tak się opłaca.

Nie można też pominąć kwestii dopłat rządowych, bo choć w Polsce są one mocno ograniczone (20% wartości samochodu, maksymalnie 18 750 PLN, ale samochód nie może kosztować więcej niż 125 tysięcy złotych, co mocno ogranicza wybór), to nie wszędzie tak jest. Mówiąc krótko, nie powinniśmy zniechęcać się startowo wyższą ceną samochodów elektrycznych, bo w ogólnym rozrachunku i tak są one tańsze niż spalinowe, a biorąc pod uwagę coraz większe zasięgi, jedynym poważnym problemem może być… kiepski PR.

Źródło: GeekWeek.pl/consumerreports