Astronomia
Avi Loeb: Międzygwiezdny przybysz był sondą zbudowaną przez obcą cywilizację

Profesor z Harvardu, który śledził przelot tajemniczego obiektu o nazwie Oumuamua przez Układ Słoneczny w 2017 roku, uważa, że była to sonda kosmiczna wysłana przez obcą cywilizację.

Obiekt od samego początku zafascynował świat astronomii. Naukowcy nigdy nie mieli do czynienia z takim ciałem niebieskim. Obliczenia pokazały, że przyleciał do nas z kierunku Wegi, najjaśniejszej gwiazdy w gwiazdozbiorze Lutni, która znajduje się zaledwie 25 lat świetlnych od Ziemi. Naukowców zaskoczył nietypowy kształt obiektu. Początkowo uważano, że wygląda jak cygaro, ale zespół Loeba uważa, że patrzyliśmy na niego pod kątem, a w rzeczywistości był to dysk o grubości mniejszej niż milimetr i proporcjach przypominających żagiel.

Naukowiec z Harvardu uważa, że w mamy tu do czynienia z kosmicznym żaglem wysłanym w celach badawczych przez obcą cywilizację, która postanowiła sprawdzić, czy coś ciekawego kryje się w naszym Układzie Słonecznym, jako że znajduje się dość bliskiej odległości od Wegi. Oumuamua ma powierzchnię aż 10 razy bardziej odbijającą promienie słoneczne od znanych nam obiektów w postaci planetoid czy komet.

Loeb jest pewien, że materiał, z którego wykonana jest ta sonda kosmiczna, miał za zadanie odbić jak najwięcej promieni słonecznych i cząsteczek wiatru słonecznego, co w efekcie miało zwiększyć prędkość, z jaką przemieszcza się sonda. Obiekt w chwili oddalania się od Słońca mocno zaczął przyspieszać. Obliczenia wykazały, że poruszał się znacznie szybciej, niż oczekiwano. W dodatku nie pozostawiał za sobą chmury pyłu i gazów, co dodatkowo zdziwiło astronomów. To właśnie gazy mogą przyspieszyć obiekt, ale tutaj było inaczej.

Loeb jest pewien, że obce cywilizacje, podobnie jak my, wysyłają sondy kosmiczne w celu badań obcych układów planetarnych. Szczególnie ma tu na myśli cywilizacje, które nie posiadają jeszcze na tyle zaawansowanej technologii, by odbywać załogowe podróże międzygwiezdne. W końcu ludzkość w latach 70. ubiegłego wieku wysłała sondy Voyager i Pioneer, które obecnie są najdalej znajdującymi się obiektami zbudowanymi ludzką ręką.

W taki sam sposób dotarł do nas tajemniczy międzygwiezdny przybysz o nazwie Oumuamua. Został wysłany przez jedną z tysięcy cywilizacji, które zamieszkują planety krążące wokół najbliższych nam gwiazd. Najnowsze dane pozyskane przez teleskopy kosmiczne wskazują, że nawet połowa odkrytych przez nas gwiazd, podobnych do Słońca, posiada skaliste planety o rozmiarach zbliżonych do Ziemi. Znajdują się one w ekosferach swoich gwiazd, co oznacza, że mogą występować na ich powierzchniach warunki do rozkwitu biologicznego życia.

Avi Loeb uważa, że każda z cywilizacji bez problemu może wysłać miliony takich sond kosmicznych, zatem w najbliższej nam przestrzeni kosmicznej znajduje się ich tak dużo, że to właśnie ich powinniśmy poszukiwać na niebie, a nie nasłuchiwać dziwnych sygnałów przez radioteleskopy i zgadywać, czy pochodzą od nas samych czy od obcych.

Naukowiec zachęca agencje kosmiczne i prywatnych inwestorów do finansowania badań i organizowania misji kosmicznych na takie obiekty, by w sposób namacalny dowiedzieć się, czy rzeczywiście są to obiekty naturalne, czy jednak stworzone przez obce cywilizacje, które, podobnie jak my, starają się znaleźć inne istoty żyjące i odpowiedzieć na fundamentalne pytania, skąd pochodzimy, dokąd dążymy i jaki jest sens istnienia tego wszystkiego.

Jeśli Oumuamua rzeczywiście jest sondą kosmiczną obcych, to nasza cywilizacja może wcale tak bardzo nie ustępować technologicznie tamtej. Niedawno odbyły się bowiem na ziemskiej orbicie pomyślne testy żagla słonecznego LightSail-2. W latach 20. kilka prywatnych inwestorów zamierza zbudować większe tego typu obiekty i wysłać je w podróż do najbliższych gwiazd i układów planetarnych. Eksperci uważają, że takie pojazdy mogą osiągnąć nawet połowę prędkości światła, zatem dotarcie do najbliższej gwiazdy (oprócz Słońca), może zająć zaledwie 8 lat.

Źródło: GeekWeek.pl/NYPost / Fot. NASA