Internet
Tak według Google będzie wyglądać wyszukiwanie po wprowadzeniu Artykułu 11

We wrześniu ubiegłego roku Parlament Europejski poparł Dyrektywę w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym, mającą dostosować unijne regulacje do czasów w jakich żyjemy, a konkretniej Internetu.

Jak mogliśmy przeczytać w stosownym komunikacie, chodziło głównie o to, żeby artyści, zwłaszcza muzycy, wykonawcy i autorzy scenariuszy, a także wydawcy wiadomości i dziennikarze, otrzymywali stosowne wynagrodzenie, kiedy ktoś zdecyduje się z niej skorzystać, wykorzystując takie platformy jak YouTube, Facebook czy Google News.

Teraz właściciel tej ostatniej postanowił nam pokazać, do czego może doprowadzić wspomniana dyrektywa, głównie jej Artykuł 11, który daje wydawcom prawo do żądania zapłaty za używanie fragmentów ich tekstów. Zdaniem Google są tylko dwie możliwości - płacić za licencje albo w ogóle nie pokazywać zajawek, co będzie wyglądało mniej więcej tak, jak na poniższej grafice.

Mówiąc krótko, jest to pusta strona wyszukiwania, bo tak zdaniem amerykańskiego giganta będzie wyglądać wyszukiwanie po wprowadzeniu dyrektywy. Kiedy europejski użytkownik wpisze w wyszukiwarkę frazę “najnowsze wiadomości”, to dostanie tylko linki do stron z nikomu niepotrzebnymi wtedy oznaczeniami czasu - bez podsumowań, nagłówków, zdjęć, czegokolwiek przydatnego.

Jak twierdził w grudniowym wpisie na blogu wiceszef Google News, Richard Gingras, są plusy takiego rozwiązania, ale dla większych wydawców, bo Google byłoby zmuszone wybierać “zwycięzców i przegranych” podczas wybierania licencji: - Seriwsy online, niektóre niegenerujące żadnych zysków, jak Google news, musiałyby podejmować decyzję, z którymi wydawcami podpisywać umowy. Obecnie ponad 80 tysięcy wydawców z całego świata może zaistnieć na Google News, ale po wprowadzeniu Artykułu 11 ta liczba drastycznie spadnie.

Oczywiście od razu pojawiły się głosy sugerujące, jakoby Google próbowało straszyć opinię publiczną, ale nie da się ukryć, że pokazuje prawdę, a przynajmniej jedną z możliwych dróg. Wybrało jednak nieprzypadkowy termin, bo dziś odbywać się będzie się głosowanie nad dyrektywą i jeśli Rada Europejska ją zaakceptuje, to przed nami tylko negocjacje między Parlamentem Europejskim i Radą, a następnie ostateczne głosowanie w marcu. Jeżeli tu również dyrektywa przejdzie pomyślnie, to nie pozostanie nam nic innego, jak wcielanie jej w życie od 2021 roku.

Źródło: GeekWeek.pl/theverge